Nasz język (nie)kulturalny - dlaczego przeklinamy?

Kobieta przeklinaPrzeklinanie towarzyszy nam na co dzień, nie tylko w programach telewizyjnych, czy na ulicy. Przekleństwa są obecne w naszej mowie, są wyrazem frustracji, gniewu... a czasem nawet szczęścia. Prawda jest taka, że częściej używamy tak zwanych "brzydkich słów" aniżeli ich "ładnych" odpowiedników. Dlaczego? Ponieważ niestety nasze słownictwo staje się coraz bardziej ubogie.

Wulgarne słownictwo coraz częściej jest formą "przecinka" w zdaniu. Używane jest jako przerywnik, dla wzmocnienia emocji u rozmówcy, czy też zwyczajnie dla szpanu. Ale ciekawym jest, że przeklinanie też czasem bywa swoistą sztuką. Można bowiem używać "brzydkich wyrazów" w zestawieniu z piękną polszczyzną i wtedy taki rozmówca nie razi. Inaczej jest w przypadku, gdy słowa na k…, ch… występują po każdym innym wyrazie - taki rozmówca frustruje i odpycha od siebie innych.

Kiedy używamy wulgaryzmów?

Chyba nie ma osoby, która nie zna przynajmniej kilku wulgarnych słów. Niekoniecznie musi ich od razu używać. Ale "brzydkie wyrazy" mogą mieć dwojakie znaczenie użytkowe.

  • Po pierwsze są wykorzystywane jako wyraz obniżenia naszego stresu, gniewu, czy wręcz redukcji agresji. Użycie przekleństw w takim kontekście to jak przeżycie swojego rodzaju katharsis. Taki efekt może być alternatywą do agresji fizycznej. Wybuch, bluzgi, a potem następuję opanowanie.
  • Kolejna sprawa to używanie wulgaryzmów w kontekście bycia szczęśliwym. Po usłyszeniu dobrej nowiny pada automatycznie słowo na "k". Ale już nie w formie agresywnej, lecz zdecydowanie życzliwej. Jedna mała k...wa oddaje przy tym wiele emocji.

Z kim przystajesz, takim się stajesz

To stare przysłowie można też odnieść w kontekście przekleństw. Przecież jeśli przebywamy w środowisku, w którym bluzgi są na porządku dziennym, sami mówimy podobnie. Oglądając film w telewizji widzimy, jak nasi idole używają przekleństw, sami tak zatem robimy, by poczuć swoistą wieź z ulubionym aktorem. Młodzi również przeklinają dla zwykłego szpanu, by pokazać swoją wątpliwą dorosłość. Przekleństwa czasem mają na celu obniżenie poczucia wartości innej osoby. W końcu używamy języka do wyrażenia naszych emocji, czasem w sposób nader ekspresywny. Przykładowo, gdy na drodze wyjedzie nam znikąd inny samochód, nie mówimy "Ojej, skąd on się wziął?", tylko bez skrępowania puszczamy soczystą wiązankę wulgaryzmów.

Jak oduczyć się przeklinania?

Czasami sytuacja sam prowokuje, aby dać upust słowom i porządnie sobie zakląć. Ale czy aby pewno wyrażenie emocji poprzez nadużywanie wulgarnych zwrotów jest konieczne? Jak pohamować się w takich sytuacjach? Najważniejsze to spojrzeć w głąb siebie i przeanalizować kiedy i w jakich sytuacjach najczęściej przeklinamy. Taki mały rachunek sumienia może być bardziej korzystny niż na to wygląda. Warto też zrobić sobie "odpoczynek" od wulgaryzmów. Można wybrać na przykład najbliższy dzień, jako ten, w którym nie będzie się ich stosowało ani razu. Jasne, na początku będzie trudno, w końcu przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Ale od czego są próby. Nie zerwie się z tym nałogiem od razu, ale też nie należy poddawać się po pierwszych niepowodzeniach.

Podobno metoda "zamiennika" też działa. Można wymyślić po prostu inne słowo dla często używanego przekleństwa. Można stworzyć własny neologizm - pozwoli on na zaprzestanie przeklinania, ale też nauczy kreatywności.

Przeklinanie jest nałogiem, gdyż robimy to odruchowo i bez zastanowienia. Nie używamy innych, łagodniejszych słów, bo zwyczajnie nie wiemy jakich. Nasz zasób słownictwa kurczy się wraz z używaniem smartfonów. Nie będzie odkryciem jeśli powiemy, że bardzo trudno odejść od przyzwyczajeń. Nawet jeśli ktoś sam w końcu zminimalizuje ilość wypowiadanych przez siebie przekleństw do imponującego minimum, inni w jego otoczeniu nie koniecznie muszą iść za tym przykładem. Warto się wówczas zastanowić jaki wpływ na nas mają osoby, którymi się otaczamy, jak wobec tego zadbać o siebie.