Najskuteczniejsze sposoby na redukcję cierpienia

CierpienieLudzie cierpią z rozmaitych powodów: jedni z powodu niedostatku, inni z powodu straty, jeszcze inni z zazdrości, wstydu, żalu, czy innych przyczyn, które można by wymieniać w nieskończoność.

Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że do likwidacji cierpienia wystarczy często tylko jedna jedyna rzecz: akceptacja. Jeśli zaakceptujemy, że innym wiedzie się doskonale, być może lepiej niż nam, i przestaniemy się tym przejmować, to nagle uświadomimy sobie, że nasza zazdrość znikła, a co za tym idzie - zanikło to nieprzyjemne, palące uczucie cierpienia, wściekłości, poczucie krzywdy, niesprawiedliwości, złości i żalu. Powinniśmy sobie też zdawać sprawę, że tak naprawdę nie znamy do końca życia innych ludzi i być może ich doświadczenia nie są takie różowe, jak nam się wydaje. Możliwie, że mają problemy o wiele trudniejsze od naszych i tak naprawdę, to nawet nie ma czego im zazdrościć!

Tak samo jest z cierpieniem wynikającym z poczucia wstydu. Wstyd można czuć z najprzeróżniejszych powodów, na przykład może on wynikać z powodu błędu, którego nie potrafimy sobie wybaczyć. Niekiedy wstydzimy się swojego wyglądu, swojej biedy, czy niewiedzy. Wystarczy zaakceptować to, co uważamy za swój brak, czy błąd. Jeśli zaakceptujemy swój wygląd, taki, jaki on jest, nie tylko pozbędziemy się cierpienia, ale i wzrośnie nasza pewność siebie. Jeśli zaakceptujemy fakt, że mamy prawo do popełniania błędów - z miejsca spadnie z nas napięcie i przestajemy zadręczać się wyrzutami sumienia. Oczywiście nie chodzi o to, żeby w ogóle wyeliminować sumienie, bo jest ono ośrodkiem naszego poziomu moralnego i osobistej wrażliwości, a tej nie potrzebujemy się pozbywać. Niech jednak sumienie i wrażliwość nam służą, zamiast nas dołować. Sumienie i wrażliwość mamy przecież po to, by pomagały nam zauważyć, co możemy w sobie zmienić, a nie po to, by dokonywać ciągłych samooskarżeń i karać się za swoje winy. Zatem wystarczy wyciągnąć lekcję z tego, co uznajemy za swój błąd i już więcej go nie popełniać. Nie potrzebujemy ciągle cierpieć z powodu własnych niedoskonałości, wystarczy, że mamy motywację, aby się doskonalić. Ta motywacja spowoduje, że prędzej czy później nasze słabości zamienimy w naszą siłę, a wady w zalety, bo to jest możliwe - wystarczy tylko chcieć.

Na pewno trudniejsze do opanowania jest cierpienie związane z chorobą. Ale i w tym przypadku akceptacja swojej sytuacji bardzo pomaga. Znanych jest wiele przypadków, gdy osoby akceptujące swoją chorobę, łatwiej ją znoszą, a nawet wykazują większą zdolność do wyzdrowienia, bowiem psychika nie jest czymś oddzielnym od ciała, lecz powiązana z nim. Zatem jeśli mamy pozytywny stosunek do siebie i swojego ciała, to nasz organizm szybciej i łatwiej się regeneruje. Znane jest starożytne przysłowie: "w zdrowym ciele zdrowy duch". Podobnie można powiedzieć: gdy zdrowa psychika i zdrowe myślenie, to i ciało zdrowe. Zarówno od naszej psychiki, jak i od naszych przekonań zależy bardzo wiele. Wielu wyleczonych pacjentów, to ci, którzy wierzyli w swoje uzdrowienie i potrafili cieszyć się życiem, pomimo choroby.

Równie trudne wydaje się być zaakceptowanie straty. Ale jest to najbardziej skuteczny sposób na to, żeby nie cierpieć. Jeśli utraciliśmy jakąś cenną rzecz, to trzeba sobie zdać sprawę z tego, że wszystkie materialne dobra są nietrwałe i prędzej czy później trzeba się z nimi rozstać. To samo dotyczy utraty kogoś bliskiego, chociaż na pewno znaczniej trudniej jest wytłumaczyć komuś, kto doznał takiej straty, że pożegnanie musi kiedyś nastąpić. Taka osoba oczywiście ma prawo do smutku, czy żałoby, ale dla własnego dobra nie powinna tego okresu żalu i rozpaczy przedłużać w nieskończoność, bo to może prowadzić nie tylko do pogłębienia cierpienia, ale również do depresji i mnóstwa poważnych schorzeń, z których potem trudno będzie wyjść. Doświadczenia życiowe pokazują, że znane przysłowie "nieszczęścia chodzą parami" jest jak najbardziej słuszne - jeśli nie potrafimy o własnych siłach wyjść z jednego nieszczęścia, to wkrótce dołącza do niego kolejne. Jest to przykre, ale gdy mamy świadomość, co nam grozi - wtedy łatwiej zmobilizujemy się do wyjścia z roli ofiary. Bo każda rola, którą gramy i szczerze przeżywamy - wcale nie musi być jedyną rolą naszego życia. Powinniśmy sobie zdawać sprawę, że z każdej roli możemy wyjść - jeśli tylko zechcemy i gdy tylko podejmiemy taką decyzję. Tak więc zależy to wyłącznie od nas, czy cierpimy nadal, czy wychodzimy z tego stanu.

Ponieważ utrata kogoś bliskiego sercu jest szczególnie trudną sytuacją - dajmy sobie pozwolenie na cierpienie, ale niech to cierpienie trwa możliwie jak najkrócej. Uciekanie przed cierpieniem na pewno nie jest wyjściem z sytuacji, gdyż to spowoduje, że cierpienie będzie dodatkowo powiązane ze strachem przed nim. Zatem tym, co warto zaakceptować w tej sytuacji, jest nie tylko strata, ale i samo cierpienie. Akceptując swoje cierpienie i smutek po bolesnej stracie, łatwiej nam jest z tego stanu się wydostać.

Z kolei jeśli cierpimy z powodu jakiegoś niedostatku, warto doceniać to, co jest! Docenianie jest również formą akceptacji. Doceniając to, co jest i wyrażając wdzięczność za to, automatycznie przestajemy boleśnie odczuwać brak czegokolwiek innego. To nie jest oszukiwanie siebie, jak mógłby ktoś pomyśleć. Docenianie jest zauważeniem, że chociaż nie mamy czegoś, co byśmy chcieli, za to mamy coś innego, co jest równie cenne! Jeśli przykładowo ktoś ma chorą rękę, to może docenić, że ma zdrowe obydwie nogi. Jeśli ktoś nie ma własnościowego mieszkania, to może docenić, że ma rodziców, u których może mieszkać. Jeśli nie ma rodziny, to może docenić fakt, że ma dobrych przyjaciół lub ciekawą pracę, o której inni mogą tylko marzyć. Każdy człowiek, przy odrobinie dobrej woli, może znaleźć w swoim życiu i w samym sobie wiele cech i wiele rzeczy, które zasługują na to, aby je docenić i się nimi cieszyć. A gdy już potrafimy cieszyć się z tego, co mamy - cierpienie znika, jak bańka mydlana!